Czy naprawdę warto?
To jest muzeum jednego poety i jednego domu, więc wartość zależy od tego, czy się go czytało. Kto zna „Kronikę olsztyńską”, znajdzie tu jej scenerię; kto nie zna, obejrzy drewnianą leśniczówkę z pamiątkami i wyjdzie po czterdziestu minutach. Drugie życie tego miejsca to koncerty. Latem Pranie działa jak niewielki ośrodek kultury i wtedy przyjeżdża się tu wieczorem, a nie na zwiedzanie — w dni koncertów muzeum bywa zamykane wcześniej. Bilet za pięć złotych na sam teren jest sensowną opcją, jeśli chodzi ci o jezioro i las, a nie o wnętrza. Godziny zmieniają się aż pięć razy w roku i w styczniu oraz lutym trzeba je sprawdzić przed wyjazdem, bo muzeum ich nie deklaruje z góry.
Dla kogo to dobry wybór?
Dla czytelników Gałczyńskiego i dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda miejsce opisane w wierszu. Dobre jako spokojny punkt w drodze przez Puszczę Piską.
Kiedy lepiej wybrać coś innego?
Odpuść z psem albo z rowerem — jednego i drugiego nie wolno wnosić na teren muzeum.
Praktyczne wskazówki
- Bilet na sam teren kosztuje 5 zł — wystarczy, jeśli chcesz tylko jezioro i las.
- Psów i rowerów nie wolno wnosić na teren muzeum.
- Parking jest bezpłatny przy bistro Zielona Gęś, 150 metrów od leśniczówki.
- Kasa zamyka się kwadrans przed muzeum, a w dni koncertów bywa wcześniejsze zamknięcie.
- W lipcu i sierpniu sprawdź program koncertów — bilety na nie sprzedawane są osobno.







