Czy naprawdę warto?
To jest wieś, nie atrakcja, i cała rzecz trwa pół godziny. Powód, żeby przyjechać, jest jeden i konkretny: witraże Mayra z końca XIX wieku, uratowane przez zamalowanie wapnem, oraz relikwia, która w 2002 roku zrobiła z parafialnego kościoła sanktuarium archidiecezjalne. Druga rzecz to kontekst. Klebark leży w bezpośrednim sąsiedztwie Olsztyna, ale z dala od głównych dróg, wśród pól i lasów — dojazd wygląda jak wyjazd znacznie dalej niż osiem kilometrów. Przy kościele stoją jeszcze chaczkar podarowany przez Ormian w 2012 roku, dwie kapliczki i grób księdza torturowanego przez Sowietów w 1945 roku. To dopełnia wizytę, ale nie przedłuża jej o więcej niż kwadrans. Dostępność zależy od nabożeństw i tego nie da się obejść.
Dla kogo to dobry wybór?
Dla mieszkających w Olsztynie, którzy szukają celu na krótki wyjazd za miasto, i dla zainteresowanych sztuką witrażu.
Kiedy lepiej wybrać coś innego?
Odpuść, jeśli nie masz jak trafić na otwarty kościół — to parafia, nie obiekt muzealny, i poza nabożeństwami bywa zamknięta.
Praktyczne wskazówki
- Celuj w porę mszy albo tuż po niej — inaczej możesz zastać zamknięte drzwi.
- Witraże ogląda się od wewnątrz i przy dobrym świetle dziennym.
- Pół godziny wystarczy na kościół i otoczenie.
- Jezioro Klebarskie jest tuż obok, jeśli chcesz przedłużyć wyjazd o spacer.
- Droga prowadzi bocznymi trasami, z dala od głównych dróg wylotowych z Olsztyna.







