Czy naprawdę warto?
To jest atrakcja jednorazowa w najlepszym sensie — mechanizm, którego nie zobaczysz nigdzie indziej, i moment wjazdu statku na ląd, który naprawdę robi wrażenie. Reszta czasu to spokojne płynięcie: cztery i pół godziny, z czego same pochylnie zajmują około dwóch. Kto nie lubi długiego siedzenia, będzie się nudził między nimi. Drugi haczyk to logistyka i cena. Bilet normalny kosztuje 169 zł plus 31 zł za powrót autobusem, więc dla dwóch osób wychodzi czterysta złotych, a dzień jest zajęty w całości. Krótsze warianty, z trzema albo czterema pochylniami, kosztują mniej i mieszczą się w pół dnia — jeśli zależy ci tylko na samych pochylniach, są sensowniejszym wyborem. I rzecz trzecia: to jest rejs sezonowy. Poza sezonem żeglugowym pochylnie ogląda się z brzegu, co jest ciekawe, ale to zupełnie inna wizyta.
Dla kogo to dobry wybór?
Dla tych, którzy chcą zobaczyć działającą XIX-wieczną technikę zamiast czytać o niej, i dla lubiących powolne wyjazdy z widokiem. Dobre dla starszych dzieci, które wytrzymają kilka godzin na pokładzie.
Kiedy lepiej wybrać coś innego?
Odpuść, jeśli masz w planie inne punkty tego dnia albo jedziesz z małym dzieckiem: to zajmuje pełny dzień i nie da się z tego wysiąść w połowie.
Praktyczne wskazówki
- Kup bilet z wyprzedzeniem na konkretną godzinę — miejsca na pokładzie są policzone.
- Z Buczyńca statki odpływają o 9:15 i 13:50, z Elbląga o 9:00, 9:30 i 10:00; do czasu rejsu dolicz około 45 minut powrotu autobusem.
- Parking przy pochylni Buczyniec jest bezpłatny, w Elblągu na Starym Mieście płatny od poniedziałku do piątku.
- Na pokładzie działa bufet, a lunch trzeba zamówić telefonicznie przed rejsem.
- Pies płynie za 15 zł, rower za 20 zł, ale liczba miejsc dla jednego i drugiego jest ograniczona.







