Czy naprawdę warto?
Cała rzecz mieści się w pół godzinie i zależy od jednego: czy drzwi są otwarte. Polichromie są tu powodem wizyty, a z zewnątrz kościół wygląda jak dziesiątki innych neogotyckich świątyń z przełomu wieków. To, co je wyróżnia, jest historyczne, nie artystyczne. Niemieccy malarze umieścili w nich świętych Wojciecha i Stanisława — patronów polskich — w kościele, który stał wtedy w Prusach Wschodnich, w czasie, gdy język polski był z urzędów wypierany. To ta sama historia, którą opowiada dom „Gazety Olsztyńskiej”, tylko zapisana farbą na tynku. We wsi jest jeszcze sześć kapliczek, najstarsza z 1786 roku, rozstawionych wzdłuż drogi. Dojazd bez samochodu jest możliwy, ale kursów podmiejskich jest niewiele.
Dla kogo to dobry wybór?
Dla mieszkających w Olsztynie, którzy szukają celu na krótki wyjazd, i dla zainteresowanych tym, jak polskość przetrwała na Warmii w czasach pruskich.
Kiedy lepiej wybrać coś innego?
Odpuść, jeśli nie masz jak trafić na otwarty kościół — poza nabożeństwami bywa zamknięty, a cała wartość jest w środku.
Praktyczne wskazówki
- Celuj w porę mszy — poza nabożeństwami kościół bywa zamknięty.
- Szukaj świętych Wojciecha i Stanisława w polichromiach; to one są powodem wizyty.
- Na ścianie prezbiterium jest obraz z 1908 roku o przeniesieniu relikwii do nowego kościoła.
- We wsi stoi sześć kapliczek, najstarsza z 1786 roku.
- Pół godziny wystarczy, chyba że łączysz to ze spacerem doliną Łyny.







