Czy naprawdę warto?
To jest rejs „na własną rękę” i to nie jest chwyt marketingowy, tylko warunek: nie ma dowozu na start ani odwozu po zakończeniu. Kto tego nie sprawdzi, zostanie z rowerem albo z autem po niewłaściwej stronie trasy. W zamian dostaje się dwie rzeczy za sześćdziesiąt dziewięć złotych: jedną pochylnię z bliska i przepłynięcie rezerwatu Druzna, którego z brzegu praktycznie nie widać. Dla ptaków to najlepszy fragment całego kanału. Sezon jest wąski — czerwiec, lipiec i sierpień — a odpływy są dwa, oba po szesnastej, więc to rejs na popołudnie, nie na dzień. Górny pokład jest widokowy, ale niezadaszony; w upał i przy deszczu lepszy jest dolny, tyle że wtedy widać mniej.
Dla kogo to dobry wybór?
Dla rowerzystów — rower wjeżdża na pokład — i dla tych, którzy chcą zobaczyć pochylnię i Druzno bez rezerwowania całego dnia.
Kiedy lepiej wybrać coś innego?
Odpuść, jeśli nie masz jak dotrzeć do pochylni Jelenie ani wrócić z Elbląga: przewoźnik nie zapewnia tu żadnego transportu.
Praktyczne wskazówki
- Zaplanuj powrót przed wypłynięciem — przewoźnik nie dowozi ani nie odwozi.
- Rower wjeżdża na pokład za 20 zł i to najsensowniejszy wariant tej trasy.
- Odpływy są o 16:25 i 16:55, tylko od czerwca do sierpnia.
- Dzieci poniżej 8 lat płacą 19 zł, czyli więcej niż na innych trasach tego przewoźnika.
- Na górnym pokładzie jest dwadzieścia miejsc i to one schodzą pierwsze.







