Czy naprawdę warto?
Nazwa nie jest przesadzona. Wel na tym odcinku zachowuje się jak potok górski, z bystrzami i kamienistym dnem, i to jest coś, czego na nizinach się nie spodziewasz. Rezerwat jest mały. Półtora kilometra przełomu przechodzi się w niecałą godzinę, więc to przystanek, a nie cel na cały dzień — najlepiej łączyć go z Lidzbarkiem albo ze spływem po Wel. Dojazd wymaga uwagi. Punkt orientacyjny to figurka Matki Boskiej w Straszewie, przy której zostawia się auto; samego rezerwatu nie widać z drogi. Krasnorost na kamieniach i pluszcz to gatunki, które trzeba chcieć zobaczyć. Bez tej ciekawości zostaje ładny odcinek rzeki i niewiele ponadto.
Dla kogo to dobry wybór?
Dla lubiących rzeki i dla tych, którzy chcą zobaczyć górski potok bez wyjazdu w góry. Dobre na półtorej godziny.
Kiedy lepiej wybrać coś innego?
Odpuść po dłuższych opadach — ścieżka wzdłuż stromych zboczy robi się śliska, a poziom wody zakrywa najciekawsze fragmenty koryta.
Praktyczne wskazówki
- Wstęp jest bezpłatny, ale poruszać się wolno wyłącznie po ścieżce przyrodniczej.
- Dojazd od strony Trzcina; auto zostawia się przy figurce Matki Boskiej w Straszewie.
- Z Lidzbarka prowadzi tu trasa rowerowa „Do Piekiełka”.
- Przełom ma około 1,5 km długości, a cały rezerwat 24,58 hektara.
- Na zanurzonych kamieniach rośnie krasnorost Hildenbrandia rivularis — wskaźnik czystej wody.
- Odcinek jest też fragmentem szlaku kajakowego Wel, w klasie trudnej.







