Czy naprawdę warto?
Największa zaleta: skala i kompletność. Obrys jest cały, więc wały daje się obejść dookoła i dopiero z nich widać, dlaczego akurat tu postawiono twierdzę — przesmyk ma kilkaset metrów szerokości. Wada jest odwrotną stroną tej samej rzeczy. Teren jest duży i częściowo zarośnięty, oznaczenia skromne, a część obiektów wynajmują dziś różni najemcy, więc zwiedzanie bywa poszatkowane: kawałek ekspozycji, kawałek trawy, kawałek magazynu. Bez planu albo przewodnika łatwo obejść połowę i wyjść z poczuciem, że nic tu nie ma. Druga rzecz to pory. W lipcu i sierpniu twierdza jest czynna do dwudziestej, ale zimą zamyka się o szesnastej, a kasa zawsze godzinę wcześniej niż obiekt.
Dla kogo to dobry wybór?
Dla lubiących architekturę militarną i dla tych, którzy w Giżycku szukają czegoś poza portem. Dobre na dwie godziny w środku dnia, gdy nad wodą jest za gorąco.
Kiedy lepiej wybrać coś innego?
Odpuść, jeśli chcesz muzeum z gotową opowieścią — tu przede wszystkim się chodzi, a tabliczek jest niewiele.
Praktyczne wskazówki
- Weź plan przy kasie albo aplikację z trasą — bez tego trudno połapać się w układzie bastionów.
- Kasa zamyka się godzinę przed twierdzą, więc ostatnie wejście trzeba liczyć od niej.
- Na wałach jest trawa i piach; po deszczu buty mają znaczenie.
- Dzieci do 7 lat wchodzą bezpłatnie, a mieszkańcy Giżycka z kartą płacą złotówkę.
- Połącz z portem i mostem obrotowym — to niecały kilometr stąd.







