Opowieść 8 z 10

Herb narosły i herb zaprojektowany

Herby Gdańska, Elbląga czy Helu nikt nie zaprojektował. Narosły z pieczęci: w Helu najstarsza znana pochodzi z 1414 roku i nosi całopostaciowego świętego Piotra z kluczem i koroną, a około 1500 roku znak uproszczono — postać zniknęła, został sam klucz i dwie sześcioramienne gwiazdy przy nim. Znaczenia gwiazd nikt nie wyjaśnił; pojawiły się i zostały. Taki herb nie ma daty ustanowienia, ma tylko datę najstarszego zapisu.

Gdynia i Sopot są z innego porządku. Gdynia otrzymała status miasta rozporządzeniem Rady Ministrów z 10 lutego 1926 roku i nie miała żadnej dawnej tradycji herbowej. Pierwszy konkurs przyniósł 199 prac, a sąd konkursowy obradujący 15 czerwca 1927 roku nie wybrał żadnej. Drugi rozstrzygnięto 22 czerwca 1936 roku na rzecz projektu Jana Bochniaka, ale wynik oprotestował dziennikarz Mikołaj Arciszewski, dowodząc, że podobny rysunek ogłosił wcześniej w tygodniku „Torpeda"; projekt zmieniono, a procedurę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych przerwała wojna. Powojenny konkurs wygrał 22 czerwca 1946 roku Leon Staniszewski, malarz amator i nauczyciel rysunku. W listopadzie 1947 roku ministerstwo nakazało wycofanie herbu z powodu samowolnych zmian wprowadzonych przez urzędników, a rysunek krążył w rozbieżnych wersjach ponad trzydzieści lat. Miejska Rada Narodowa zatwierdziła go 12 grudnia 1979 roku, niecałe trzy miesiące po śmierci autora.

Sopot dostał herb z nadania cesarza Wilhelma II 17 lutego 1904 roku, ale projekt władz miejskich z rybakiem w łodzi pruska Heroldia odrzuciła jako zbyt naturalistyczny. Zatwierdzono rysunek Elsy Lüdecke, mieszkanki Berlina spędzającej w Sopocie wakacje. Oryginał nigdy do Sopotu nie dotarł, więc za wzór przyjmowano wizerunek nad wejściem do Zakładu Balneologicznego — w międzywojniu obowiązywały równolegle dwie wersje. Porządek wprowadziła dopiero analiza heraldyczna zespołu Beaty Możejko, Sobiesława Szybkowskiego i Łukasza Chimiaka, przyjęta uchwałą z 14 września 1995 roku.

Trzeci porządek jest najmłodszy i najkrótszy. Herby województwa podlaskiego (2001), Supraśla (2003) i powiatu siemiatyckiego (2005) mają autorów z nazwiska — Tadeusza Gajla i supraskiego plastyka Grzegorza Łosia — jedną uchwałę i żadnego konkursu. Nie ma tu ani stu dziewięćdziesięciu dziewięciu prac, ani protestu w tygodniku, ani ministerstwa cofającego rysunek: samorząd zamawia projekt u heraldyka, rada go uchwala i sprawa jest zamknięta w kilka miesięcy. Cenę tej szybkości widać w herbie Suwałk, gdzie rysunek ustalany bez heraldyka rozjeżdżał się z pieczęcią przez pół wieku, aż Komisja Heraldyczna kazała wrócić do wzoru z 1720 roku.

Herb narosły potrzebuje tylko używania. Herb wybrany w konkursie potrzebuje jury, ministerstwa i zwykle kilkudziesięciu lat, zanim się ustali. Herb zamówiony u heraldyka potrzebuje jednej sesji rady — i dopiero po latach okazuje się, czy ktoś go używa.